Przedmowa: Kocham Hanekego, cenie Dumonta, a kino europejskie jest tym, które oglądam najchętniej, lecz…
W czasie, gdy w Europie powstają filmy w większości traktujące o psychologicznych następstwach zachłannych emocjonalnie matek i kulturoznawczej analizie szatana, w Afryce, pewien pan robi filmy o życiu. I o ludziach.
Trochę niepokoiłam się o dalsze losy mojego wieczoru, kiedy po raz pierwszy wrzuciłam do odtwarzacza płytę z dwoma średnimi metrażami zupełnie mi nieznanego afrykańskiego reżysera. Moje obawy okazały się przedwczesne. Już po pierwszych minutach „la petite vendeuse de soleil” (w wolnym tłumaczeniu – mała sprzedawczyni słońca ), zrozumiałam, że mam do czynienia z pełnoprawnym twórcą. Djibril Diop Mambéty operuje obrazem montażem i dźwiękiem w sposób absolutnie świadomy i przemyślany a jakość owych filmowych elementów zupełnie nie ustępuje dziełom z tak zwanych krajów wyżej rozwiniętych.
Te porównania nie są bezpodstawne. Do dziś wspominam piorunujące wrażenie zażenowania, towarzyszące mi przy oglądaniu twórczości rozmaitych reżyserów kina tureckiego, z którą to twórczością, miałam wątpliwą przyjemność zapoznania się podczas przeglądu filmów z tego kraju dwa lata temu podczas Nowych Horyzontów. I tu bardzo niepoprawnie, przyznać muszę, że Turcy są dziesięć lat za murzynami.
Nie tylko filmowa tkanka obrazu i dźwięku wydała mi się w pełni zadowalająca. Obie historie, każda opowiedziana w ciągu zaledwie czterdziestu minut, niosą ze sobą nie tylko spora dawkę poruszających ludzkich emocji. Każda z nich zawiera ładunek prostej, lecz nie prostackiej, czytelnej i niejednowymiarowej symboliki. Opowieść o dziewczynce sprzedającej na ulicy “słońce” (czyli afrykańską gazetę codzienną – tutaj kolejna dwuznaczność) została pięknie podsumowana przez reżysera w materiałach dodatkowych. O swojej bohaterce mówi on: “jest kulawa, jest kobietą i nie jest złośliwa”. Dla mnie ta wypowiedź niesie ze sobą bardzo wyraźne i piękne w swojej prostocie skojarzenie… Ale historię małej sprzedawczyni można “ugryźć” też w całkowicie ludzki sposób. I pomocy autora w tej interpretacji również nie brakuje. Mała ma swoje problemy, przyjaciół i charakter.
Z kolei film “Franc” jawi się jako baśń, czy przypowieść. Mamy w niej nieudacznika – marzyciela, jego ułomnego pomocnika – narratora i przełomowe, wystawiające na próbę, okoliczności. Tak jak w poprzedniej średniometrażówce, poznajemy ludzi spędzających swoje dni na ulicy. Handlarze, starsze kobiety, których zajęciem jest głównie śpiewanie i wszyscy inni członkowie Senegalskiej społeczności, którzy zmierzają ulicami miasta (tak, tak, miasta. Takiego z wieżowcami. Nie sawanny z lwami) aby co dzień załatwiać swoje drobne i duże sprawy. Jednak głównym bohaterem obu historii jest nie co innego, jak pieniądze. Główny bohater – Marigo – nie ma ich pod dostatkiem, więc bierze los w swoje ręce. Jego kumpel karzeł jest mistrzem opowieści – sprzedaje mu los na loterię i pokazuje, czym grozi podjęcie wyzwania od losu. Ostrzega, zachęca, przepowiada przyszłość. Prawdziwy narrator tzw. wszechwiedzący. Franc niesie na plecach swój los z poświęceniem i beztroską. W kraju o którym, jak się okazuje, niby wiemy dużo, a ciągle bardzo mało.
Dlaczego taka wyżerka?
We „Franc-u”, na targu, siedzi sobie pani smażącą ryby. Ona co prawda wrzuca je na rozgrzany tłuszcz w całości. Ale my jesteśmy w europie i kupujemy w supermarketach ryby filetowane. I też wrzucamy je na tłuszcz. Byle nie za głęboki! W końcu nie chcemy być grubi. U nas nie jest to bynajmniej świadectwem społecznego statusu.
POMARAŃCZOWY ŁOSOŚ:
SKŁADNIKI:
ok. 700 g. filetu z łososia
¾ szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy
¼ szklanka sosu Teriyaki
1 łyżka octu balsamicznego
2 łyżki oliwy
2 spore ząbki czosnku
1 łyżka rozmarynu
WYKONANIE:
Łososia pokrój na porcje, odłóż. Z reszty składników zrób marynatę: wymieszaj je w misce, włóż tam łososia. Przykryj i odłóż na co najmniej godzinę. Może być nawet cała noc.
W wersji light – upiecz łososie w piekarniku, a marynatę gotuj tak długo, aż osiągnie zadawalającą cię konsystencję sosu. W wersji szybszej – podsmaż łososia z dwóch stron na małej ilości tłuszczu, dolej marynatę i gotuj chwilę, aby zgęstniała.













